Ghostwriter

Bloger
  • Content Count

    3
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

2 Neutral

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Nadchodzi dzień, gdy już wiesz, że wszystko się zmieniło. I to bardzo - często za bardzo. Że wasz związek – ta wasza książka, którą razem pisaliście, ma się ku końcowi. Że w tej książce nie ma już więcej stron. Ale ty nie chcesz tego zaakceptować i zaczynasz popełniać błąd, który popełnia w takich wypadkach wiele innych osób - piszesz tę książkę dalej… Wypróbowałaś tak wiele różnych metod. Byłaś romantyczna, sukowata, łagodna albo ostra. Starałaś się lub pozornie odpuszczałaś. Dużo się śmiałaś i tak samo dużo płakałaś. A jednak nic nie działało. Na obojętność drugiej strony nie ma bowiem lekarstwa. To wszystko to równia pochyła. Ale ty piszesz nadal… Jednak pisanie książki, w której nie ma już więcej stron, jest bezcelowe. Mogłabyś odłożyć ją na półkę życia i pójść dalej. Zacząć pisać nową. Znów przeżyć te cudowne chwile, gdy możesz kreować rzeczywistość bez wysiłku. Gdy wszystko dzieje się naturalnie i bez przymusu. Gdzie emocje są dobre i prawdziwe. Gdzie wiesz, że dla drugiej strony nie tylko nie jesteś obojętna, ale jesteś CHCIANA. Jednak ty piszesz nadal tę starą książkę… Ponieważ strony się skończyły, zaczynasz pisać na marginesach. W te resztki wolnych miejsc wrzucasz strzępy swoich mniej lub bardziej zranionych uczuć. Próbujesz wyryć coś na okładce. Wyryć, bo ta okładka od dawna jest koloru czarnego, a kurz bardzo utrudnia pisanie. W głębi duszy wiesz, że wszystko się zmieniło. Ale uparcie piszesz dalej… Marginesów jest dużo, a ty możesz pisać jeszcze wiele, wiele lat. Choć tak naprawdę powinnaś przestać. Tu nie chodzi tylko o mizerny efekt kolejnych, pisanych na siłę akapitów. Ani o to, że książka z zapisanymi marginesami i z rysami na okładce nie będzie już wyglądać tak estetycznie. Tu chodzi o czas. O to, że upływają kolejne miesiące i lata. A piszący robi się coraz starszy…Po prostu przestań to robić…
  2. „Nie jestem idealna”, „wiem, że on nie jest idealny”, „nasz związek nie jest idealny”. „Ideałów nie ma” – oto maksyma tych, którzy usprawiedliwiają innych i tych, którzy usprawiedliwiają siebie. I słusznie. Ideałów rzeczywiście nie ma (podobno). Jednak w powiedzeniu tym tkwi pewna pułapka, na którą łapie się całe mnóstwo kobiet…Na wiele osób stwierdzenie, że ideałów nie ma, działa jak balsam. Jak objawienie. Jak wyzwolenie z okowów iluzji. Bo skoro ich nie ma, można zacząć szukać partnera nieidealnego – na pewno będzie dużo łatwiej. I do tego momentu wszystko jest ok. Prawdziwy cyrk zaczyna się później… Skoro ideałów nie ma, zaczynasz szukać i nabierasz pewności, że znajdziesz. Sama nie jesteś idealna, on nie będzie idealny, czyli jednym słowem – wszystko gra. A potem szukasz dalej, szukasz dłużej i… zaczynasz się niecierpliwić. Bo tamten jest już zajęty, tamten właśnie przedstawił ci swojego chłopaka, a tamten był fajny na początku, a potem okazał palantem. I jeśli jesteś taka, jak wiele innych zniecierpliwionych kobiet, w tym właśnie momencie popełniasz ten ogromny błąd – zaczynasz obniżać poprzeczkę. I zaraz potem szybko znajdujesz partnera. Mocno nieidealnego… „On nie jest idealny, więc czasem wpada w furię”. „Nie jest idealny, prawie codziennie ostro się upija”. „Nie jest idealny, ale uderzył mnie tylko ten jeden raz i obiecał, że więcej tego nie zrobi”…Rozumiesz już, co mam na myśli? Twoje pragnienie bycia kochaną przesłania ci rzeczywistość. Usprawiedliwiasz rzeczy, na które nie ma usprawiedliwienia. Obniżasz poprzeczkę do poziomu, który powinien być zwyczajnie zawstydzający dla kobiety, którą jesteś. Albo którą byłaś, nim go poznałaś. Jeśli tak się dzieje, otrząśnij się z tego snu najszybciej, jak to możliwe. Ideałów nie ma, ale świat jest pełen dupków. Nie czekaj na związek idealny, ale też nie spiesz się. Prawdziwa miłość i tak pojawi się nagle, gdy zupełnie nie będziesz się tego spodziewać. I choć z pewnością nie będzie idealna, będziesz przynajmniej miała świadomość, że nie została schwytana w sidła, które zastawiłaś, a przyszła do ciebie sama, z własnej woli…